O kretyńskich reklamach można napisać 20 tomową encyklopedię, ja tylko przybliżę kilka radiowych, które wyjątkowo wkurwiają mnie w pracy.
Otóż ludzie w pracy słuchają RMF (sic!), a tam emitują pokaźne ilości reklam, w większości niestety równie idiotycznych, jak serwowana przez nich muzyka. Przedstawię pokrótce te, które wkurwiają mnie najbardziej. Wybaczcie, że nie podam dokładnych nazw produktów, ale po prostu ich nie pamiętam – pamiętam jedynie to, że dana rzecz działa mi na nerwy, ale tym, o czym traktuje nie chcę już sobie zaśmiecać pamięci.
Najbardziej wkurwiającą reklamą jest spot dotyczący pilarek Oleo-Mac. Śpiewają tam “oleo-mac, oleo-mac” z jakimiś rymami na melodię stadionową, co doprowadza mnie do szału.
Drugą jest reklama jakichś pastylek na kaszel, gdzie nauczycielka żali się dzieciom, iż ma chrypkę i chyba zrobi z tej racji kartkówkę, na co wyrywa się przemądrzały Jasio i poleca jej rzeczone pastylki. Nauczycielka cudownie zdrowieje w ciągu trzech sekund i mówi Jasiowi, że chyba będzie lekarzem. Za pierwszym razem można machnąć na to ręką, ale jak słyszę tą reklamę piąty raz w ciągu dwóch godzin….
Kolejna reklama to jakieś plasterki aromatyczne, gdzie mama tłumaczy dociekliwej córeczce, że przykleja je na piżamce, aby dziecku lepiej się spało. Cel szczytny, ale forma kretyńska (i irytująca).
Następną jest reklama leku Fervex, gdzie jakaś pani śpiewa o objawach grypy na melodię “Ciągle pada” Czerwonych Gitar. Ta, w oryginale bardzo sympatyczna, piosenka, ma jakiegoś pecha do debilnych przeróbek – wcześniej wykorzystano ją w reklamie jakiejś sieci komórkowej, z równie idiotycznym i nachalnym tekstem.
Ale reklamy leków z reguły są idiotyczne.
Ostatnią reklamą jest reklama jakichś tabletek ziołowych na ukojenie nerwów, smętny chórek śpiewa kretyńską piosenkę o cudownych właściwościach owego leku, coś ala ten nieszczęsny Vitaral. I faktycznie po tej reklamie człowiek ma ochotę zażyć taką tabletkę, ale wcześniej rozjebać radio…